 |
|
|

| |
Naprawdę trudno mi krytykować imprezę, która
jest mi tak bliska, dzięki której przed kilkoma laty pokochałem
bluesa. Ale tym razem naprawdę nie może się bez tego obejść,
szczególnie, że mam niemiłe wrażenie, że z roku na rok sprawa
wygląda gorzej.
Największą bolączką tegorocznej edycji była promocja, a właściwie
niemal kompletny jej brak. Informacje o składzie pojawiły się
bardzo późno, ledwie miesiąc przed samym koncertem. Oficjalna
strona imprezy nie była aktualizowana od bardzo dawna (a w chwili
pisania tych słów w ogóle zniknęła z sieci). Plakatów było niewiele,
a ich wykonanie marne.
Mimo większej niż w roku poprzednim ceny biletów gorzej wyglądała
obsługa widzów. Przede wszystkim dało się odczuć brak tradycyjnych
ulotek, które pokrótce przedstawiały artystów. Catering ostawał
od poziomu do jakiego przyzwyczajono nas w latach poprzednich,
a za odbywające się po głównej części festiwalu jam session
trzeba było dodatkowo płacić.
Ale przejdźmy do rzeczy przyjemniejszej, czyli do tego, co tak
naprawdę przywiodło nas w te dni do teatru - do muzyki:
DZIEŃ 1
SEKCJA Z WŁOCH
Niewdzięczna pozycja na otwarcie festiwalu przypadła zespołowi
z Rybnika. Niewdzięczna, bo jak zwykle na początku nagłośnienie
było do kitu. Na szczęście dość szybko nad tym zapanowano i
mogliśmy wysłuchać "Sekcji" w pełnej klasie. A było
czego posłuchać, o czym poświadczyło dobre przyjęcie jej muzyki
przez publiczność, która entuzjastycznie oklaskiwała zarówno
autorskie kompozycje, jak i solidnie wykonane przeboje - "Blue
Way Shoes" czy "The Thrill is Gone". Miłym akcentem
były też urocze chórzystki wspierające zespół w niektórych utworach.
AROUND THE BLUES
Jakkolwiek nie przepadam za bluesem z żeńskim wokalem, to po
wysłuchaniu występu tej kapeli, rodem z Chorzowa, nie pozostało
mi nic innego jak tylko z aprobatą pokiwać głową. Drobna blondyneczka
robiąca za frontmankę została obdarzona przez naturę silnym,
matowym głosem, którego słuchało się z prawdziwą przyjemnością
(doskonale sprawowałaby się w country). Pozostali muzycy nie
popisywali się wirtuozerią, ale potrafili zagrać tak, aby wraz
ze swoją wokalistką wytworzyć specyficzny "smętny",
bluesowy klimat. I właśnie z powodu tego klimatu dobrze wspominam
ich występ.
MAREK MAKARON TRIO i PRZYTUŁA
& KRUK
Po powrocie z przerwy pierwszym co przyciągnęło wzrok publiki
nie były instrumenty, a wieszak. Taki wysoki, z wieloma ramionami
- jeden z tych, które zwykle witają nas w lokalach i pubach.
Kiedy w chwilę później na scenę pojedynczo zaczęli wychodzić
muzycy, wieszać na nim swoje płaszcze i kolejno włączać się
do gry, chyba wszyscy na sali poczuli klimat i wiedzieli, że
to nie będzie zwykły występ. I nie był. Grające wspólnie składy
prezentowały dwa zupełnie różne podejścia - zespół Marka Makarona
odpowiadał za akcenty śląskie, natomiast Przytuła & Kruk,
rodem z pomorza, ciągnęli w stronę jak najbardziej pierwotnego
bluesa z delty Missisipi. Mimo odmiennego spojrzenia na blues
oba bandy świetnie współgrały. Luźna atmosfera na scenie sprawiła,
że w gruncie rzeczy byliśmy świadkami czegoś pomiędzy koncertem
bluesowym a występem kabaretowym - absolutnym apogeum był moment
gdy Przytuła wykorzystał wspomniany wcześniej wieszak w charakterze
kontrabasu i puzonu.
KRZAK
Zespół tego formatu zwyczajnie nie mógł zawieść i oczywiście
nie zawiódł. Legendarna formacja uraczyła nas solidną dawką
doskonałego progresywnego grania, w którym naprzemiennie zachwycały
nas chwytliwe riffy i doskonałe solówki (w tym, nieczęsto praktykowane,
solówki basowe w wykonaniu mistrza instrumentu Krzysztofa Ścierańskiego).
Kapela nagłośniona była świetnie, bez żadnych problemów dało
się wychwycić specyfikę brzmienia każdego z wielkich muzyków.
Jedynym co sprawiło mi mały zawód, to brak odpowiedniego oświetlenia,
które - o ile w wypadku poprzednich zespołów nie sprawiało różnicy
- o tyle w wypadku muzyki tak silnie związanej z mocnym rockiem
pozostawiało lekki niedosyt.
DZIEŃ 2
THE BLUES EXPERIENCE
Start drugiego dnia nie wypadł równie dobrze co pierwszego.
Tym razem również bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie wokalistka,
ale niestety towarzyszący jej instrumentaliści nie zrobili na
mnie najmniejszego wrażenia. Było równo i dokładnie ale grali
jakby od niechcenia, zupełnie przeciętnie i bez polotu. Z tego
też powodu trudno mi napisać cokolwiek więcej o ich występie,
ponieważ nie zostawili oni na mnie niemal żadnego wrażenia.
Zagrali i tyle. Zupełnie bez wyrazu.
ZYDECO FLOW
Gdybym miał najkrócej opisać muzykę wykonywaną przez ten zespół,
użyłbym określenia "biesiadny blues". Myślę, że bardzo
trafnie określa ono zagadnienie. Na taki odbiór ich twórczości
wpłynęło przede wszystkim włączenie akordeonu do (i tak już
bogatego, bo w zespole grało w sumie siedem osób) instrumentarium,
skoczne rytmy oraz częste wspomaganie głównego wokalu przez
chórki.
Oryginalne podejście do bluesa widać całkiem przypadło do gustu
rybnickiej publiczności, bo zaczęła ona entuzjastycznie oklaskiwać
żywiołowych artystów, którzy nie ustawali w staraniach by na
scenie wciąż coś się działo.
MR. BLUES
Zespół ten ma stałe, zarezerwowane miejsce na festiwalu, z tego
tytułu, że jego lider jest współorganizatorem imprezy. Mr. Blues
gra naprawdę solidnie, tylko niestety, cały czas tak samo. Kiedy
rok w rok słucha się ich na tym samym festiwalu w niemal niezmiennym
repertuarze, staje się to nieco nużące.
PAUL LAMB & THE KING SNAKES
(UK)
Goście z Anglii już od pierwszych taktów pokazali się z najlepszej
strony. Grali na luzie, z feelingiem i tryskając dobrym humorem.
Mimo bariery językowej błyskawicznie zawiązali nić porozumienia
z publicznością i zmusili ją do śpiewu, a ostatecznie do powstania
i zbiegnięcia przed scenę. Charyzmatyczni Anglicy zgotowali
nam show godne finału festiwalu, za co zebrali prawdziwą burzę
zasłużonych oklasków. Po występie z równym entuzjazmem podpisywali
płyty, pozowali do zdjęć i dyskutowali z fanami.
Podsumowując: mimo organizacyjnych braków i niedociągnięć tegoroczny,
siódmy już, Rybnik Blues Festival doskonale wypadł pod najważniejszym
względem, czyli poziomem artystycznym. Muzycy w znakomitej większości
spisali się świetnie i dostarczyli przybyłej w te dni do teatru
publiczności wiele świetnej zabawy. Teraz pozostaje mieć tylko
nadzieję, że w roku kolejnym organizacja imprezy uda się lepiej
i, że przybyli muzycy będą co najmniej równie dobrzy.
|
|

| |
Zespół Sekcja Z
Włoch wystapił w składzie: Sebastian Koch (wokal), Tomasz
Strokol (gitara),
Sylwiusz Krakowczyk (gitara), Adam Dawidziuk (bas), Artur Bednarek
(perkusja). |
|

| |
Zespół Around The
Blues wystąpił w składzie: Asia Mrozek (wokal), Tomek Konczak
(gitara), Przemek Kaniewski (gitara), Krzysztof Kremer (bas),
Bartek Pasternak (perkusja) |
|

| |
Marek Makaron Trio
w składzie: Marek "Makaron" Motyka (gitara, wokal),
Patryk Filipowicz (banjo, gitara akustyczna), Dawid Wydra (harmonijka).
Przytuła & Kruk w składzie:
Bartek Przytuła (wokal, harmonijka), Tomek Kruk (gitara, banjo).
|
|

| |
Krzak wystąpił
w składzie: Jan Błędowski (skrzypce), Leszek Winder (gitara),
Andrzej Ryszka (perkusja), gościnnie na basie zagrał Krzysztof
Ścierański. |
|

| |
Zespół Blues Experience
w składzie: Anna Pawlus (wokal) Piotr Król (gitara), Stanisław
Latała (bas), Grzegorz Wójcik (gitara), Potr Bukartyk (perkusja). |
|

| |
Zydeco Flow
zaprezentował się w składzie: Adrian Zasada (wokal, gitara akustyczna),
Leszek Czenkusz (akordeon, wokal), Tomasz Hupa (bas, wokal), Tomasz
"Bestia" Stanny (perkusja), Wojciech "Fazi"
Radtke (gitara), Tomasz Gust (klawisze), Bartosz "Iwis"
Iwicki (wokal, harmonijka). |
|

| |
Zespół Mr. Blues
w składzie: Bogdan Rumiak (wokal, gitara), Czesław Hibner (gitara),
Czesław Szymala (bas), Piotr Prządka (klawisze), Jacek Szuła (harmonijka),
Marek Stokowski (perkusja). |
|

| |
Paul Lamb &
The King Snakes wystapili w składzie: Paul Lamb (harmonijka,
wokal), Ryan Lamb (gitara), Chad Strentz (gitara), Rod Demick
(bas), Mike Thorne (perkusja). |
|

Tekst: Adrian "Ryan" Sładek, Foto:Tomasz "Konso"
Konsek

|
Drogi Adrianie Ryanie, dzięki za relację, dobrze, że komuś jeszcze się coś chce w tym mieście. O artyzmie trudno dyskutowac, każdy ma swe gusta, jednak o promocji można, nie było jej tylko w Rybniku, bo np. dla miasta Rybnik ważniejsza jest info: \"Rybnik będzie na planszy Monopoly!!!\". Portal rybnik.com.pl był patronem, nic nie napisał przed festiwalem o tej imprezie, artykuł po festiwalu trudno zaliczyć do promocji, która miałaby zwiększyć frekwencję (choć ta nie była mała, mimo jak pisałes kompletnego braku pomocji). Zapowiedź festiwalu znalazłem na wszystkich portalach informacyjnych o koncertach, imprezach+na najważniejszych bluesowych portalach w PL. No i tak na sam koniec, ja nie zauważyłem w zakładce \"Koncerty\" RASMu zapowiedzi festiwalu. jest relacja po zdarzeniu, miło, super, w następnym roku proszę o większą promocję i z Waszej strony. pozdrawiam
Zapowiedz Blues festiwalu była około miesiąc przed Festiwalem w zakładce koncerty, dodatkowo został wysłany biuletyn do wszystkich zarejestrowanych na maila. pozdrawiam
Konso, dziękuję za sprostowanie, nie douważyłem może, sam siebie jeszcze trochę poprawiając, to na rybnik.com.pl znalazłem zapowiedź 5 marca, było również radio 90fm, które też propomowało to wydarzenie u siebie na fali i na stronie www, może jednak zarzut o braku promocji nie jest prawdziwy. W sieci jest wysyp o festiwalu, w radiu , u Was też, plakaty były może i z d..pupy, pogratulować teatrowi, choć oklejanie miasta 2 miesiące wczesniej raczej skonczy się zaklejeniem tych plakatów. Ludzie byli w ilości sporej, catering mały również (Ryan, czego tu oczekiwałeś? rolady z kluskami?żart) Może jednak nie było tak źle, tylko się już \"opatrzył\" festiwal Ryanowi po tylu latach.. Załatwcie lepiej jam w Palecie, bo to upadło dość szybko, pozdrowienia dla RASM
| fanbluesa | 26-03-2011, 10:31 |
Impreza świetna w tym roku! Wszyscy wykonawcy klasa! Organizacja na poziomie. Bogdan jak zwykle stanął na wysokości zadania. Trochę do bani kolejki za piwem i jedzeniem!! Zamiast słuchać koncertu to stałem w kolejce !!!
|
|