 |
|
|

| |
Dzień drugi rozpoczęty został bardzo udanym występem
JACK CANNON BLUES BAND. Akustyczne trio popijając piwko zaserwowało
nam swoje aranżacje klasyków bluesa i rocka. Mieliśmy okazję usłyszeć
świetne wykonania utworów z repertuaru CREEDENCE CLEARWATER REVIVAL,
SPENCER DAVIES BAND czy też JIMI'ego HENDRIX'a. Szczególnie ciekawa
interpretacja kultowego "Littre Wing" tego ostatniego
pozostanie nam na długo w pamięci; w wersji akustycznej przy akompaniamencie
kontrabasu utwór ten nabrał zupełnie nowej głębi. Szczególnie,
że Adam Bíró wyczyniał ze swoją gitarą rzeczy absolutnie niezwykłe.
Grał tak dynamicznie, że aż dziwiliśmy się z przyjaciółmi, że
nie zerwał przy tym żadnej struny. Nie będę krył, że według mnie
JACK CANNON dali najlepszy występ drugiego dnia festiwalu.
Po węgierskim trio przyszła pora na tradycyjny, coroczny występ
żorskiego MR. BLUES'a. Tym razem kapeli towarzyszyli przeróżni
zaprzyjaźnieni muzycy. Mieliśmy okazję usłyszeć zespół wzbogacony
o saksofonistę (rodem z Białorusi), dodatkowego perkusistę (co
zaowocowało dynamicznym podwójnym drum solo), harmonijkarza
(niezrównanego Dawida Wydrę) oraz dodatkową "chórzystkę"
(co, niestety było raczej chybionym pomysłem). Ostatecznie pod
koniec zespół mógł już niemal konkurować o miano bluesowego
big bandu. Jednak pomimo tych niewątpliwych atrakcji mam wrażenie,
że na zeszłorocznym festiwalu zespół wypadł lepiej. Winą za
taki stan rzeczy obarczyłbym chyba nagłośnienie, które było
niezrównoważone; szczególnie gitary brzmiały zbyt cicho.
Po rodzimych bluesmanach miejsce na scenie zajęli weterani
rocka z EASY RIDER. Wiele sobie obiecywałem po nich występie,
ale niestety spotkał mnie spory zawód. Muzycy grali całkowicie
bez entuzjazmu i sprawiali wrażenie zupełnie wypalonych. Nie
chodzi to, że zagrali źle - technicznie, trudno się do czegokolwiek
przyczepić - problem polegał natomiast na tym, że zagrali absolutnie
bezdusznie. Przypominali raczej znudzonych pracą urzędników,
niż rock'and'rollowców podczas koncertu (szczególnie basista
miał minę udręczonego chłopa pańszczyźnianego). Nie pomógł tu
nawet bardzo dobry repertuar zawierający w sobie takie hity
jak "Baby Please Don't Go" Big Joe Williams'a czy
też "Black Magic Woman" Fleetwood Mac. Pozostaje mi
tylko zadedykować EASY RIDER'owi cytat z kultowego utworu grupy
PERFECT: "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść (...)".
Smutne.
Nieco lepiej, ale też bez rewelacji zaprezentowali się PATSY
GAMBLE & LESTER KIDSON BAND. Wydaje mi się, że nie do końca
podołali roli kapeli zamykającej festiwal, po ich występie odczuwało
się wyraźny niedosyt. Nie zmienia to jednak faktu, że z muzycznego
punktu widzenia, zespół zagrał bardzo solidnie, mimo, że czasem
odnosiło się wrażenie, że Patsy nie jest do końca zgrana z resztą
zespołu.
Może jednak byłem zbyt oczarowany występem Melvina Taylora z
dnia poprzedniego? Albo też ujawniło się moje uprzedzenie odnośnie
saksofonu w bluesie? Zawsze uważałem, że ten instrument lepiej
spisuje się w tym rodzaju muzyki, jako podkład, niż jako jeden
z instrumentów prowadzących. Trudno powiedzieć. Wydaje mi się,
że nie tylko mnie nie wprowadzili w jakiś szczególny zachwyt,
chociaż oni też próbowali czarować nas nieśmiertelnymi kompozycjami
w stylu "Littre Wing", czy "Hey Joe".
Niestety i tym razem z powodu tłoku odmówiłem sobie Jam Session.
Cóż, może za rok.
Podsumowując: mimo, że V RYBNIK BLUES FESTIVAL składał się
z dwóch nierównych dni, to pozostawił po sobie pozytywne wrażenie.
Kilka momentów z pewnością długo pozostanie w naszej pamięci.
Sporo kontrowersji wzbudziła decyzja o przeniesieniu imprezy
do Teatru Ziemi Rybnickiej. Będąc jednak zupełnie szczerym należy
przyznać, że w głównej mierze problem wiąże się z piwem. Niestety
złocistego napoju nie wolno wnosić na salę teatru. Wiele osób
pobijało swoje życiowe rekordy wypijając kufel piwa w pięcio
minutowej przerwie między kolejnymi zespołami.
Poza problemem piwnym festiwal nie napotkał żadnych innych przeciwności.
Jak zwykle impreza zorganizowana była z pełnym profesjonalizmem
i dbałością o szczegóły, za co należą się organizatorom zasłużone
brawa (trzeba zadbać, żeby się nie zniechęcili).
Nie pozostaje nam teraz nic innego jak tylko czekać na VI RYBNIK
BLUES FESTIVAL, który z pewnością będzie jeszcze lepszy.
|
|

| |
Jack Cannon
wystąpił w składzie: Adam Biro (gitara), Peter Gyergyadesz (kontradas),
Gyogry Zoltai Zozó (wokal, harmonijka) |
|

| |
Skład zespołu Mr.
Blues : Bogdan Rumiak (wokal, gitara), Czesław Hibner (wokal,
gitara), Piotr Prządka (klawisze), Czesław Szymala (bas), Jacek
Szuła (harmonijka), Artur Pustelnik (perkusja). Ponadto na scenie
zagościli: Paweł Wietrzyński (perkusja), Eliza Wietrzyńska (chórki),
Dawid Wydra (harmonijka), Rusłan Minichowicz (saksofon). |
|

| |
Zespół Easy Rider
wystąpił w składzie: Andrzej Wodziński (gitara, wokal), Jacek
Gazda (bas), Jarek Wodziński (perkusja) |
|

| |
Pasty Gamble &
Lester Kidson Band w składzie: Pasty Gamble (saksofon),
Lester Kidson (gitara, wokal), Łukasz Gorczyca (bas), Arek Kuś
(perkusja). |
|

| |
Po koncertach, jak i podczas dnia poprzedniego,
odbył się jam session : |
|


Tekst: Adrian "Ryan" Sladek
Zdjęcia: Szymon "Szmyc" Lazaj oraz Dariusz "Łysy"
Grzonka.
|
No pierwszy dzień wywołał taką dyskusje a tu nic ????
Konso bo nie ma o czym mówić. Akustyka za przeproszeniem była z dupy. Inaczej tego określić sie nie da. Perkusji zero jedynie overheady zbierały,bas siał aż sie niedobrze robiło a wokal o dużo zagłośno. Organizatorzy chyba stwierdzili że sami laicy są na widowni i po 8 godzinach kręcenia gałkami tylko pare osób było w stanie zauważyć ten cyrk. Jak dla mnie to ostatnia edycja na której będe ponieważ na Auli Politechniki wychodzi to 10x lepiej aniżeli w Teatrze gdzie pełno snobów. Już nie wspomne o zbiegowiskach reporterów i kamerzystów co nadaje temu zdarzeniu tylko i wyłącznie medianego szumu który nie pasuje ani do tej muzyki ani do artystów pokroju Easy Rider i ich ambitniejszego przekazu.
Nie ma edycji postów więc napisze nowy. Kto te bzdury pisał?!. \"Przypominali raczej znudzonych pracą urzędników, niż rock\'and\'rollowców podczas koncertu\"
Spodziewałeś sie tańców latino na scenie czy skąpo ubranej Mandaryny? Mnie najbardziej sie podobało to że kompletnie olali ten koncert,publiczność zrobili swoje w mistrzowskim stylu z totalnym opanowaniem i chłodem. Tak to powinno wyglądać a nie jakieś wspólne śpiewanie z publicznością czy gwiazdorstwo typu Feel. Odnośnie koncertu Mr.Blues to zagrali gatunek Chaos Blues. Nowy gatunek objawia się nadmiarem instrumentarium i brakiem pomysłu na utwory.
@Jo - \"Spodziewałeś sie tańców latino na scenie czy skąpo ubranej Mandaryny? Mnie najbardziej sie podobało to że kompletnie olali ten koncert,publiczność zrobili swoje w mistrzowskim stylu z totalnym opanowaniem i chłodem.\" - Nie, spodziewałem się raczej JAKIEGOKOLWIEK zaangażowania z ich strony. Chłód i opanowanie to raczej nie ten typ muzyki wg mnie i żadne \"olewanie\" nie powinno mieć miejsca. Może niech od razu zaczną grać z playbacku?!
hahahaha żal:P Dla mnie robienie show w jakiejkolwiek muzyce jest nie na miejscu. Co z tego że Mr Blues grali plecami do siebie na kolanach i w wszelakich pozycjach,że ludzie śpiewali z nimi skoro i tak koncert był strasznie chaotyczny,badziewny żeby nie powiedzieć przekombinowany i amatorsko zorganizowany. Grunt to mieć wobec siebie wysokie wymagania i robić swoje!
@ Jo - Ty uważasz tak, ja inaczej. Według mnie odpowiednie show jest bardzo ważne w muzyce. W końcu po to idę na koncert aby zobaczyć i \"poczuć\" artystów, a nie po to by zobaczyć trójkę znudzonych życiem starszych panów.
Dla mnie nasympatyczniejszym koncertem całego festiwalu był akustyczny występ węgierskiego Tria JACK CANNON. Nie zgadzam się co do Mr.Blues! Fajne, ich własne kawałki, ale rzeczywiście od połowy ich występu coś sie zaczęło złego dziać z nagłosnieniem: znikały gitary, druga perkusja była źle słyszalna. Akustycy podobno mieli sprzęt do testowania, więc się chyba bawili i testowali podczas występów.
Poza tym chciałbym żeby festiwal wrócił na Małą scenę!
@gość - Co do akustyków, to mogli się pobawić przy innej okazji ;/. Co do małej sceny natomiast, to oczywiście popieram, ale podejrzewam, że nie ma szans na powrót (przynajmniej z tego co się dowiedziałem). Z drugiej strony... kurczę, chyba jeszcze nie słyszałem słowa zadowolenia w związku z przeniesieniem imprezy. Może organizatorzy się ugną?
| Bogdan Rumiak | 23-03-2009, 13:18 |
@jo- wybacz ale opisywany przez Ciebie \"medialny szum\" jest rzeczą naturalną i potrzebną! To nie jest zaściankowa mała imprezka. To naprawdę duża impreza, jedna z większych na południu Polski! Media przyczyniają się do propagowania imprezy i pozwalają zdobywać sponsorów i fundusze na kolejne edycje! Easy Rider- wbrew Twojej opnii byli z tego bardzo zadowoleni :)
Akustycy-rzeczywiście skupili się chyba na testowaniu sprzętu niż na scenie, i chwilami było fatalnie. Będziemy nad tym pracować aby uniknąć błędów w przyszłości.
Co do powrotu festiwalu na Małą Scenę- to raczej nie ma szans. Przyznaje, że do końca walczyłem z Dyrektorem by nie zmieniać miejsca,ale wiele czynników zadecydowało o tej zmianie. Przede wszystkim kwestia finansowa-Politechnice trzeba płacić za wynajęcie tej sali ( i to dość słono)
Teoretycznie zawsze jest wyjście: na stronie RCK Rybnik jest adres mailowy! Bierzcie i piszcie!!! Do P. Dyrektora, że chcecie starego miejsca!!! (ale jakoś w to nie wierzę, bo komu by się chciało :))
Pozdrawiam Wszystkich! Dzięki że byliście! Pozostaje robić wszystko by w przyszłym roku było jeszcze lepiej!
Easy Rider- wbrew Twojej opnii byli z tego bardzo zadowoleni :) Jak można być zadowolony podczas gdy ludzie nie słyszeli niczego oprocz Basu? Śmiać mi sie chciało gdy Pasty Gamble & Lester Kidson Band wyszli na scene z na oko mniejszą i słabszą Labogą. Wtedy akustycy potrafili tą gitare na przody dać. Nie chce mi sie wierzyć że chłopaki z Eeasy Rider byli zadowoleni skoro nic o tym nie wiedzieli jak każdy kto tego wieczoru grał.
Mam jeszcze pytanie co do płyty Dvd. Skąd będzie dźwięk do tej właśnie płyty? Wizja będzie z kamer a fonia nagrywana prosto z konsoli? Jeśli tak To Ja zatem jestem ciekawy tej super HD jakości:)
Przede wszystkim kwestia finansowa-Politechnice trzeba płacić za wynajęcie tej sali ( i to dość słono)
Jak dla mnie to Sala Teatru Ziemi Rybnickiej jest droższa,większa,bardziej prądoźerna do tego trzebabyło więcej akustyków,technicznych,inżynierów od światła,kasierów,Pań od szatni,ochroniarzy do tego doszedł wynajem sali pod teatrem w celu przeprowadzenia Jam Session itp itd. Pewnie tego wyszło jeszcze więcej także jeśli czegoś tu nie rozumiem proszę mi wytłumaczyć ponieważ Mam nadzieję że bezpodstawnie nad przeniesieniem Festiwalu nie ubolewam:/
Sory, ale troche nie rozumiesz sytuacji! Organizatorem festiwalu jest teatr! więc nie płaci extra za wynajęcie sali, za akustyków , obsługę itd ponieważ to są pracownicy Teatru. I są u siebie! I wszystko czego potrzebują do pracy mają na miejscu. Kawiarnia pod teatrem nie była wynajmowana.Udostępniła swój lokal , robiąc interes na klientach- to chyba proste.
Co do Easy Rider - to o ile się nie myle twierdziłeś, że są niezadowoleni z ilości mediówi :) a poza tym- niestety stojąc na scenie nie masz pojęcia jak jesteś słyszalny z przodu, i nie masz na to wpływu. Poza tym byłem na sali podczas koncertu E.R. i nie zgadzam się z Twoją opnią!
Płyta dvd będzie miała charakter pamiątkowy, i na pewno nie będzie w jakości HD :) ale na pewno w nie najgorszej.
jo- podsumowując: ja też jestem za tym by festiwal odbywał się na Małej Scenie! panował tam wyśmienity, niepowtarzalny, klubowy klimat ale...obawiam się że to się już nie uda! Szczerze mówiać bałem się tej dużej sali, ale myślę, że poza problemami z akustyką nie było tak źle! Może to też kwestia przyzwyczajenia!
Pozdrawiam!
|
|