Dnia 08.04.2006 w Lyskach w knajpie BLIZZARD odbył się koncert zespołów THE ODOURS oraz DENEB.

Muzyka prezentowana przez oba zespoły nie jest raczej moja specjalnością, choć nie ukrywam, że lubię posłuchać tak ciężkiego brzmienia. Relację z tego koncertu na moja prośbę przygotował znany chyba wszystkim SIERADZ :)

Powiem tylko, że w knajpie BLIZZARD byłem po raz pierwszy, bardzo fajna kameralna knajpka z miejscem na koncerty. Po krótkiej wymianie zdań z szefem okazało się, że znamy się z "10,5" czy ktoś jeszcze pamięta ten lokal :) ??????

THE ODOURS !!!!

 

 

 

 

 

Relacja SIERADZA !!!!

Dnia 8 kwietnia w Lyskach w knajpie BLIZZARD zagrały już dobrze mi poznane dwie kapele. THE ODOURS i DENEB. Na koncert dotarłem samochodem Tomka z DENEB (dzięki Tomek i nawet pomagałem przy rozładunku a później załadunku sprzętu. Wyobrażałem sobie troszkę inaczej tą knajpę z całym szacunkiem dla knajpy i szefostwa, obok była stodoła czy co? Cały czas byłem przekonany, że nikt nie przyjdzie, ale potem się to zmieniło. Przy wspólnym biesiadowaniu na podwórku towarzystwo jakże zdolnych ludzi chciało mnie wybrać na bramkarza kasującego za wstęp !!! WARIACI. Między czasie Konso przeprowadzał wywiad z DENEBami, nie wiem czy czegoś dowiedział się od Tych oszołomów. Było mi strasznie zimno i w knajpie przytuliłem się do kaloryfera ooo milutko. Cholernie długo trwało strojenie się do koncertu, który miał się zacząć o 19.00, tak chyba było napisane na plakacie. Nie mogąc jakoś sobie znaleźć miejsca wyszedłem zwiedzać okolice!!!, aż tu naglę patrzę a FATEROWI głowę ucinają piłą tarczową. Chciałem ratować kolegę - to sesja zdjęciowa do stronki. Godzinka 20.30 jakże miło było usłyszeć „witamy i zaczynamy”. THE ODOURS darcie mordki FATERA przestraszyło całą okolicę, grają sobie grają aż tu nagle na parkiecik wyskakuje DENEB i wymiatają włosami. Jestem wręcz zachwycony THE ODOURS z jednego prostego powodu, ciężkie, mocne, basowe granie. Chłopaki mają ciekawą technikę, robią kawałki po 5, 10, 20 sekund, oczywiście mają też dłuższe. Ale jak koleś próbuje poskakać, nawet nie uda mu się podskoczyć a tu nagle koniec utworu. No ale fajna muza, chłopaki wiedzą czego chcą. Nic z tego nie rozumiałem gdy zobaczyłem LEONA z mikrofonem a w dodatku się darł, tłumaczyli mi to później ale zapomniałem. THE ODOURS zakończył swój występ bisem, nawet gromkie brawa były!!!!!! Po krótkiej przerwie gitary wchodzą w ręce DENEB. DENEB - na vokalu gościnnie Andrzej MUFLON Kieś. Przywitał wszystkich bardzo ładnie i promiennie, gadał o poprzednim vokalu SAJMONIE że zaatakowała go jakaś bliżej nieznana choroba??? Zadedykował koncert ICH panu \m/. Koncert mocny twardy, ostra muza głośna cholernie, dalej mi w uszach piszczy, po co siedziałem obok kolumny??? Och ja głupi. W trakcie koncertu nie zauważyłem nic specjalnego, oprócz tego że na sali było więcej wiary, MUFLON robił chyba za sprzątaczkę, kładł się na tej brudnej, śmierdzącej od piwa podłodze, przytulał się do Tomka (może coś ich łączy?? J) chodził w jedną i drugą stronę, skakał, wymachiwał, włosami, rękami , nogami i tym co tam jeszcze miał, pokazywał jakieś znaki rękoma a ludzie rozumieli, bo tak samo pokazywali. A tak naprawdę jako gość zaprezentował się zajebiście. Dwa trzy kawałki przeleciały, a tu jakiś gościu drze się do mikrofonu, a MUF z boczku sobie patrzy, nie wiem kto to był ale ok. MUFLON znowu przy mikrofonie napina mięśnie szyi, zostaje zaatakowany przez jednego długowłosego z THE ODOURS SPINACZEM!!!! Dostał w rękę lewą L ale żyje. Niby to taka Ich tradycja???? . Mikrofon wpada w ręce chyba napastnika z THE ODOURS (jak się mylę to mnie poprawcie) i też się wysila z DENEBami odwet jakiś ?? bo LEON darł się z THE ODOURS. Muflon dedykował kawałek po kawałku a mi słuch umierał!! Koncert dobiegał końca ludzie też jakoś bardziej zmęczeni, chyba ciśnienie spadło?! Około 22.30 MUFLON podziękował i zakończył koncert. Po tym całym kulturalnym wydarzeniu pogadałem troszkę z ludźmi, i wiecie co - wrażenia pozytywne !!!! co mnie bardzo ucieszyło. Wpadajcie na takie koncerty naprawdę warto.

DENEB !!!!

 

 

 

 

 

 

Mi osobiście bardziej podobał się występ DENEB mimo, że zabrakło ich wokala. Za mikrofonem można było zobaczyć MUFLONA, który wywiązał się z zadania wzorowo :)

Ludzi było troszkę za mało, (choć knajpa oferuje sporo miejsca), może dlatego że to tak daleko od centrum Rybnika ??? W każdym razie ci co byli mogli obejrzeć niesamowity show a ci co nie byli - niech żałują !!!

 

 

Na koniec dwa zdjęcia specjalne :) pierwsze przedstawia SIERADZA - autora relacji, natomiast drugie......sorry FATER musiałem :)

Podsumowując - był to dobry koncert, świetna zabawa i atmosfera.

Dogadaliśmy się z szefem BLIZZARD i będziemy razem robić koncerty, pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia na następnych imprezach.

RASM