| |
Piątek 24 października 2008 roku
zapowiadał się dla mnie jako kolejny nudny i antymuzyczny dzień.
Dlatego też z niesamowitym entuzjazmem przyjąłem wieść, że wybieramy
w RASM'owym gronie na koncert i to metalowy w dodatku. Chłopaki
wywieźli mnie i zaprowadzili do Wodzisławskiego Centrum Kultury,
gdzie w małej sali miał odbyć się występ. Wstęp na imprezę kosztował
5zł a uzyskane w ten sposób fundusze miały zostać rozdzielone
między zespoły. Niestety mimo niewielkiej ceny gig zgromadził
niewielu entuzjastów ciężkiej muzyki, przyczyną takiego stanu
rzeczy było zapewne to, że mało znane nazwy nie przyciągają
niestety wielu ludzi. Myślę, że kapele chętniej zagrały by za
darmo, ale przed większą publicznością.
Pierwszym zespołem który zaprezentował się tego
dnia w Wodzisławskim Centrum Kultury była miejscowa HYPNAGONIA.
Niestety mimo naprawdę niezłego materiału występ grupy nie był
zbyt udany. Już początek koncertu ujawnił problem każdej tego
typu kameralnej imprezy - brak porządnego nagłośnienia. Z problemem
tym borykały się tego wieczora wszystkie kapele, ale HYPNAGONIA
poradziła sobie niestety najgorzej. Szczególnie, że chłopaki
podkręcili regulatory na pełną moc, w efekcie z czego mieliśmy
do czynienia ze ścianą dźwięku i przesterem gorszym niż na nowej
płycie Metallicy. O jakiejkolwiek selektywności dźwięku można
było zapomnieć a usłyszenie solówek było niemal niemożliwe.
W ogólnym wrażeniu zespół wydawał się też mieć nienajlepszy
dzień i odniosłem wrażenie, że muzycy mieli chwilami problemy
ze zgraniem się.
Nie mógł bym jednak z czystym sumieniem zakończyć opisu występu
HYPNAGONII nie pisząc jednak kilku dobrych słów o wokaliście.
Mimo absolutnie niemetalowego image'u potrafi wydobyć z siebie
najprawdziwszy metalowy ryk i nawet słabe nagłośnienie nie psuło
dobrego wrażenia. Szczególnie zachwycił mnie świetnym wykonaniem
klasycznego "Roots Bloody Roots" Sepultury.
Jako następni na scenę wkroczyli SOUL COLLECTOR.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy w ich wypadku to image wokalisty,
które z miejsca przywiodło mi na myśl skojarzenie ze starym
dobrym Thrash Metalem lat '80. Po pierwszych dźwiękach, którymi
zespół nas uraczył byłem już pewien, że SOUL COLLECTOR to nasz
lokalny przedstawiciel coraz popularniejszego ruchu New Wave
Of Old-School Thrash Metal. O dobrych wzorcach zespołu niech
świadczą całkiem udane covery SLAYER, KAT oraz IRON MAIDEN.
Szczególnie interpretacja twórczości ostatniego z wymienionych
zespołów przypadła mi do gustu. Chłopaki naprawdę oddali dobrze
ducha starego dobrego "Aces High". Uczciwość wymaga
poświęcenia w tej chwili kilku słów ciepłych gitarzystom, którzy
spisali się naprawdę świetnie. Bez litości brnęli przez kolejne
gęste riffy i niesamowicie szybkie thrashowe solówki. Nie tak
irytujące w ich wypadku były też niedostatki w nagłośnieniu,
brzmieli dużo przejrzyściej od poprzedników. Naprawdę kłopotliwe
były jedynie momenty, kiedy wokalista z całą daną mu przez naturę
mocą wchodził na wysokie rejestry zagłuszając tym samym kapelę.
Na sam koniec pozostaje mi jedynie zwrócić uwagę na jedyną poważną
wadę zespołu, mianowicie na brak perkusisty. Rozumiem doskonale,
że nie ma w tym winy samego zespołu, bo naprawdę niełatwo w
tych czasach znaleźć porządnego pałkera z zacięciem do ostrej
muzyki. Jednak problem powinien zostać jak najszybciej rozwiązany,
bo niestety perkusja z sampli zawsze brzmi przeraźliwie sztucznie.
Jednak kiedy już SOUL COLLECTOR skompletuje skład to życzę im
jak najszybszego wydania materiału, w który na pewno się zaopatrzę.
Zamknięcie piątkowych występów w Centrum Kultury
przypadło w udziale zespołowi SCENE DAMAGE. Zaprezentowali się
ze sporo lżejszym materiałem niż poprzednicy, jakkolwiek określenie
przybliżonego gatunku do którego można by ich przypisać sprawia
mi już pewne trudności. Mieszanka Heavy Metalu i Hard Rocka
z subtelną nutką progresji? Możliwe, porzućmy jednak moje zboczenie
dotyczące szufladek i skupmy się na faktach.
Chłopaki przygotowywali się chyba najdłużej ale wyszli na tym
nieźle uzyskując - nie licząc kilku wpadek - nienajgorsze brzmienie,
szczególnie jeśli mieć na uwadze panujące warunki. Repertuar
kapeli spełnił fundamentalną zasadę muzykowania - nie był jednostajny,
a co za tym idzie nie nudził. W muzyce SCENE DAMAGE mogliśmy
usłyszeć i chwile melancholii i nieco cięższego uderzenia. Szkoda
jedynie, że tego wieczoru zabrakło skrzypka, który normalnie
występuje z zespołem. Jestem niezwykle ciekaw jak zaprezentowali
by się w pełnym składzie. Muzycznie zespół radził sobie całkiem
dobrze. Brakuje im może jeszcze nieco ogrania, ale zapewniono
mnie, że czynią szybkie postępy. Jedynie maniera głosu wokalisty
wydawała mi się nieco nie pasować. Nie wiem dlaczego śpiewa
w taki sposób, bo na przykład podczas wykonania "Mr. Crowley"
- klasyka z repertuaru Ozzy'ego Osbourne'a - śpiewał w nieco
inny, przystępniejszy moim zdaniem, sposób.
W ogólnym zarysie zespoły zaprezentowały się,
mimo słabego nagłośnienia, całkiem dobrze. Wielka szkoda, że
impreza zgromadziła jedynie garstkę ludzi. Mimo wszystko przeglądy
muzyczne w Wodzisławskim Centrum Kultury mają być kontynuowane
i cykliczne, co rodzi nadzieję na jakieś postępy w organizacji.
W kolejnych edycjach mają występować zespoły prezentujące różne
gatunki muzyczne. W związku z tym za miesiąc czekają nas najpewniej
kolejne wieści z CK w Wodzisławiu :).
|
|