| |
21 stycznia 2011 postanowiliśmy zawitać do Wodzisławskiego
Centrum Kultury na koncert o nazwie Zimowa Zad(u)mka.
Po przybyciu na miejsce bardzo miłe zaskoczenie - stoliki poukładane
niczym w kawiarence, na stoliczkach ciasteczka, można było się
napić kawy czy herbaty, a dopełnieniem wszystkiego było nastrojowe
oświetlenie. Naprawdę doskonały pomysł.
Pierwszym zespołem wieczoru był rockowo bluesowy Zakład, który
powrócił po ponad czteroletniej przerwie, z nowym, bardzo młodym
wokalistą.
Posiadają bardzo mało autorskich kawałków, ale świetnie uzupełnili
repertuar coverami lat '70 takich kapel jak: Rolling Stones,
The Beatles czy Free.
Trzeba pochwalić wszystkich instrumentalistów, zagrali czysto,
dokładnie i selektywnie. Gitarzyści nie boją się grać solówek,
a trzeba przyznać, że świetnie im to wychodzi i doskonale urozmaica
kawałki. Nie można także nie wspomnieć o pięknej solówce pałkera,
którego gra z pewnością dodaje wartości tej kapeli.
Jak już wcześniej zaznaczyłem Zakład wystąpił z bardzo młodym
wokalistą, który nie ustrzegł się przed błędami, ale udowodnił
nam, że drzemie w nim potencjał i może osiągnąć wiele.
Zespół ten mieliśmy przyjemność oglądać po raz pierwszy, ale
zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie.
Po bisie zagranym na prośbę publiczności zespół Zakład zszedł
ze sceny, aby ustąpić miejsca następnej kapeli.
W przerwie odbył się pokaz tańca breakdance w wykonaniu zespołu
Lepsze Crew, a po nim rozpoczął się występ zespołu Kurde.
Muzyka zespołu jest bardzo trudna do zaszufladkowania, mianowicie,
jest rock, jest jazz trochę psychodeli, a wprawny słuchacz z
pewnością doszuka się tam czegoś jeszcze.
Niestety wystąpili bez klawiszowca Boogie'go, ale za to wzbogacili
występ o wokalistę Tomasza Krutkiewicza, który zresztą kiedyś
razem z nimi występował.
Kolejną niespodzianką było zaśpiewanie utworu Sunset Boulevard
przez świetną wokalistkę Justynę Cieślik-Szendzielorz.
Kurde istnieje już parę ładnych lat i składa się z doświadczonych
muzyków, którzy dobrze wiedzą w jakim kierunku chcą iść. Technicznie
nie można się do niczego przyczepić.
Zaprezentowali nam bardzo ciekawą i świetnie zaaranżowaną muzykę,
gdzie częste zmiany rytmiczne i harmoniczne nie pozwalały się
nikomu nudzić.
Dobrym pomysłem było wprowadzenie do składu saksofonu, który
doskonale współpracował z resztą i dodawał jazzowego smaczku
ich muzyce.
Kurde zeszli ze sceny po zagraniu bisa, pozostawiając po sobie
pewien niedosyt.
Na sam koniec odbyło się jamsession na którym niestety nie
było nam dane być.
Organizatorzy mieli bardzo ciekawy pomysł na koncert, była to
już druga impreza z tego cyklu, a dowiedzieliśmy się, że w marcu
będzie kolejna. Serdecznie wszystkich zapraszamy, bo naprawdę
warto.
Do zobaczenia na koncertach. |
|