| |
Blues jest muzyką naprawdę niezwykłą. Zawsze
fascynowało mnie, że koncerty tego gatunku muzyki gromadzą tak
zróżnicowaną publiczność. Nie inaczej było dziewiętnastego listopada
w klubie Titanic podczas występu legendy polskiego bluesa -
zespołu KRZAK. Publika była doprawdy niebanalna, od kudłatych
młodzików (w których liczbie zawierałem się i ja) do poważnych
panów pod krawatem, którzy wpadli do pubu zapewne prosto z firmy.
Wszystkich ich zgromadził w Titanicu jeden cel - chęć obcowania
z prawdziwą, żywą muzyką. I przyznać muszę, nie zawiedli się.
KRZAK dał naprawdę niesamowity koncert. Nie ma wątpliwości,
że skład zespołu tworzą muzycy najwyższej klasy. Każdy instrumentalista
pokazał się z jak najlepszej strony. Nie będę tu chwalił panów
Będowskiego i Windera (kolejno: skrzypce i gitara) stanowiących
trzon zespołu, bo oni naprawdę tego nie potrzebują. Kto słyszał
ich muzykę potwierdzi, że są klasą samą w sobie. Poświęcę natomiast
kilka słów muzykom stanowiącym sekcję rytmiczną i będącym w
zespole od niedawna. Na basie mogliśmy podziwiać Andrzeja Ruska,
muzyka o wyrazistym stylu, który jednak nie ''wychyla się''
za bardzo, pozostawiając tym samym dużo przestrzeni pozostałym
członkom zespołu. Jego prawdziwa klasa daje o sobie jednak znać
podczas jego partii solowych, które budzą prawdziwy respekt.
Nie mógł bym też spać spokojnie gdybym nie poświęcił kilku ciepłych
słów perkusiście zespołu - Ireneuszowi Głykowi. Jest on żywym
dowodem na to, że nawet bijąc w gary można oddać prawdziwą żywą
pasję i emocje.
Cała ta czwórka zabawiła nas prezentując zarówno nowe jak
i stare numery zespołu. Całość wypadła świeżo i przebojowo.
KRZAK zachwycił mnie też świetnym brzmieniem na żywo, o klasę
lepszym niż brzmienie studyjne na nowym albumie (co wcale nie
znaczy, że "Extrim" brzmi źle). Dobre brzmienie jest
o tyle warte odnotowania, że w małych pubach często jest z nim
problem.
Niestety, jak mówi ludowa mądrość: "Wszystko co dobre szybko
się kończy". Po krótkich bisach, zespół zaczął się pakować
i nie pomógł nawet żywy aplauz publiczności. Myślę, że wszyscy
odczuli lekki niedosyt. Zagadnięty w tej kwestii Leszek Windler
odpowiedział nam, że "Lepszy niedosyt niż przesyt"
i w zasadzie trudno odmówić mu odrobiny racji. Ja tymczasem
mam cichą nadzieję, że uda mi się zobaczyć KRZAK'a na Rybnik
Blues Festiwalu.
|
|