| |
Napisanie relacji z koncertu jazzowego jest dla
mnie zadaniem niebywale trudnym. Przyznam się bez bicia, o tej
odmianie muzyki nie mam żadnego pojęcia, nie jestem wtajemniczony
w jej niuanse, style czy też techniki. Dlatego tekst ten pisany
będzie niejako z perspektywy osoby z zewnątrz.
Występ rozpoczął się z około półgodzinnym opóźnieniem, czyli
mniej więcej w pół do dziewiątej wieczorem. Zespół przywitał
nas swoją interpretacją motywu muzycznego z "Muppet Show",
kolejnych utworów, które - wierząc plakatowi promującemu koncert
- były standardami jazzowymi niestety nie rozpoznałem. W sumie
zespół uraczył nas dwoma około czterdziesto minutowymi setami,
które rozdzielała krótka przerwa. Publiki to jednak nie zadawalało
i BEZZ JAZZ kilkakrotnie bisował.
Muzycznie nie można było zespołowi właściwie nic zarzucić,
wszyscy grali solidnie i z polotem. Jedynie czasem zdarzały
się jakieś małe problemy z nagłośnieniem, ale jak na tak niewielki
koncert i tak wszystko brzmiało świetnie. Całość była spontaniczna
i improwizowana, co jest zdecydowanym atutem zespołu (i muzyki
jazzowej, jako całości). Na pierwszy plan wybijała się przede
wszystkim sekcja dęta, w składzie trąbka, saksofon i puzon,
to te instrumenty prowadziły motywy i najczęściej grały solówki.
Nieco mniejszy udział miały klawisze i gitara, które od czasu
do czasu wybijały się na pierwszy plan. Kontrabas i perkusja
natomiast stanowiły solidną sekcję rytmiczną, która jednak nie
popisywała się żadną solówką.
Przyczepić się można by tylko do jednego, mianowicie ceny koncertu.
Nie chciałbym umniejszać zdolnościom muzyków, ale 10 złotych
za występ początkującego jazzbandu to jednak lekka przesada.
Wiele dużo bardziej ogranych kapel bierze mniej za swoje koncerty.
Podsumowując: sobotni wieczór w Palecie wypełniony był dobrym
jazzem, a na poczet sukcesów zespołu zaliczyć można to, że teraz
na pewno bardziej zainteresuję się tą odmianą muzyki.
|
|